Z warszawskich salonów do serca Kielc
Michał Porąbaniec nie jest nowicjuszem. Fachu uczył się w najlepszych warszawskich szkołach wizażu i charakteryzacji, ale to w Kielcach postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Choć początkowo jego nazwisko budziło w mieście szeptaną sensację, on zamknął usta niedowiarkom twardą pracą i pędzlem do makijażu.
Zawsze ciągnęło mnie do sztuki, a makijaż to dla mnie malarstwo na żywym płótnie. Kiedy poczułem, że brwi to moja największa pasja, nie było już odwrotu – opowiada Michał.
Różowy manifest: „To moje królestwo!”
Jego salon to nie jest kolejna nudna „poczekalnia” u kosmetyczki. To uderzenie koloru i pozytywnej energii. Intensywny róż bije po oczach już od progu, ale Michał ma w tym swój cel.
Wybrałem róż, bo to najbardziej kobiecy kolor świata. Chciałem, żeby moje klientki czuły się tu jak u najlepszego przyjaciela w domu, a nie w sterylnym szpitalu – mówi z uśmiechem.
Hejt? „Zrobiłem z niego fundament”
Najbardziej poruszająca część historii Michała to walka z przeszłością. W szkole przechodził przez piekło. Wyzwiska i brak akceptacji mogły zniszczyć niejednego, ale nie jego.
W szkole nie zostawili na mnie suchej nitki. Dziś dziękuję tym osobom, bo dzięki nim mam skórę grubszą niż niejedna celebrytka. Moja zasada jest prosta: Jeśli zamykają drzwi, wchodzę oknem. Jeśli zamykają okno – robię podkop!
Męski punkt widzenia na kobiece piękno
Michał przełamuje tabu. Twierdzi, że praca w branży beauty to „najbardziej męskie zajęcie na świecie”, bo wymaga siły, determinacji i... codziennego kontaktu z kobietami, które kocha rozpieszczać swoją pasją. Prowadzenie firmy to dla niego walka z ZUS-em i podatkami, którą wygrywa dzięki wsparciu mamy i garstki oddanych przyjaciółek.
Dziś Michał Porąbaniec to już nie tylko imię i nazwisko – to marka, która stała się synonimem odwagi i stylu w Kielcach. Jeśli szukacie kogoś, kto zajmie się Waszą oprawą oka z artystycznym zacięciem, już wiecie, gdzie zapukać.
ZOBACZ CAŁĄ ROZMOWĘ Z MICHAŁEM