Przez Białogon aż do Chęcin. Tak miała wyglądać linia tramwajowa w Kielcach, która nigdy nie powstała

Zasadność budowy linii tramwajowej w Kielcach jest dziś mocno dyskusyjna, jednak pod koniec lat 20. XX wieku poważnie brano pod uwagę realizację tego pomysłu. Projekty budowy linii tramwajowej w Kielcach miały nie tylko połączyć miasto z sąsiednimi miejscowościami, ale również nakręcić lokalną gospodarkę. Choć inicjatywa ostatecznie upadła, przez dekady rozbudzała wyobraźnię samorządowców i mieszkańców.

Zabytkowy kremowy tramwaj z czerwonym pasem na torowisku. O historii planowanej linii w Kielcach przeczytasz na Eska Kielce.
Autor: PIOTR GRZYBOWSKI/SUPER EXPRESS

Tramwaje w Kielcach? Śmiały plan lat 20. XX wieku

Historia kieleckich tramwajów sięga końca lat 20. XX wieku. Wszystko zaczęło się od zastąpienia starej, wysłużonej elektrowni przy ulicy Leśnej nowym zakładem. Dyrektorem nowo powstałej elektrowni, zarządzanej przez belgijską spółkę, został kielczanin, inżynier elektryk Władysław Paszyc.

Nowoczesny obiekt produkował więcej energii, niż miasto było w stanie skonsumować. Szukając odbiorców nadwyżek prądu poza granicami Kielc, zarząd elektrowni wpadł na pomysł stworzenia elektrycznej linii tramwajowej na trasie Kielce–Chęciny. W 1928 roku do prezydenta miasta trafiło pismo zawierające szczegółowy plan oraz warunki funkcjonowania nowej komunikacji. W założeniu trasa miała przebiegać wzdłuż szosy łączącej Kielce z Chęcinami przez m.in. Białogon i Zagrody, z odgałęzieniem do Stadionu Leśnego. Celem przyświecającym jej budowie miało być radykalne polepszenie komunikacji pomiędzy obiema miejscowościami oraz rozwój gospodarczy regionu. 

Przez Białogon i Słowik do Chęcin

Inwestycja miała przynieść regionowi liczne korzyści:

  • Poprawę dojazdu: Kielce nie posiadały wówczas dogodnego połączenia kolejowego z Chęcinami.
  • Rozwój lokalny: Budowa sprzyjałaby rozwojowi osady Białogon oraz letniska Słowik.
  • Ożywienie sportu i rynku pracy: Linia miała ułatwić dostęp do rekreacji oraz dać zatrudnienie, zmniejszając bezrobocie w mieście i okolicach.
  • Choć wyliczenia wskazywały, że inwestycja zacznie przynosić zyski dopiero po około 10 latach i to przy założeniu stałego rozwoju Kielc, wizja ta wydawała się bardzo atrakcyjna.

Tramwaj czy autobus? Burzliwa debata

Pomysł wywołał gorącą dyskusję wśród kieleckich samorządowców. Zwolennicy szynowego transportu podkreślali, że katastrofalny stan miejskich ulic wykluczał utworzenie sprawnie działającej komunikacji autobusowej. Wskazywali też, że połączenie przedmieść z centrum da niespotykany dotąd impuls do rozwoju miasta.

Z kolei przeciwnicy uważali tramwaje za przeżytek tamujący ruch uliczny. Twierdzili, że przyszłość należy do autobusów, powołując się na przykład Warszawy, gdzie rzekomo dążono do likwidacji linii szynowych. W obronie projektu stawał dyrektor Władysław Paszyc, prostując, że stolica wcale nie rezygnuje z tramwajów, a autobusy traktuje jedynie jako wsparcie systemu.

Tramwaje w Kielcach. Ostateczna decyzja i koniec marzeń

Mimo wielomiesięcznych i burzliwych debat, plan budowy kieleckiego tramwaju pozostał jedynie na papierze. Kluczowym argumentem, który przypieczętował los inwestycji, było uznanie Kielc za miasto po prostu zbyt małe na tego typu komunikację.

Choć koncepcja ta powracała jeszcze w dyskusjach na przestrzeni kolejnych lat, po 2004 roku temat kieleckich tramwajów przycichł.

Tramwaje w Kielcach. Lekcja z przeszłości

Choć pomysł budowy linii tramwajowej w Kielcach pozostał jedynie na kartach historii, próba jego realizacji do dziś stanowi godny uwagi przykład odważnego myślenia przedwojennych wizjonerów. Koncepcja, która zrodziła się z czysto technicznej potrzeby zagospodarowania nadwyżek energii elektrycznej, szybko przerodziła się w kompleksowy plan rozwoju regionalnego, mający odmienić codzienne życie mieszkańców i dać impuls lokalnej gospodarce.

Ostateczna porażka projektu i ucięcie dyskusji argumentem o zbyt małej skali miasta pokazują zachowawczość ówczesnych władz, dla których krótkoterminowy bilans zysków przeważył nad długofalową wizją nowoczesnej aglomeracji. Spory radnych wokół wyższości autobusów nad tramwajami przypominają z kolei współczesne dylematy urbanistyczne dotyczące organizacji transportu publicznego. Kielecka epopeja tramwajowa, choć zakończona w sferze teoretycznej, pozostaje niezwykłym świadectwem czasów, w których nawet mniejsze ośrodki miejskie nie bały się sięgać po ambicje na miarę metropolii.

Czy Kielce rzeczywiście były za małe na linię tramwajową?

Argument o „zbyt małym mieście” brzmi szczególnie interesująco z dzisiejszej perspektywy, gdy spojrzy się na inne polskie ośrodki. Kielce, liczące obecnie około 180 tysięcy mieszkańców, pod względem wielkości bez problemu mogłyby utrzymać sieć tramwajową, co udowadniają znacznie mniejsze miasta w kraju. Doskonałym przykładem jest Grudziądz (niespełna 85 tys. mieszkańców) – najmniejsze miasto w Polsce posiadające własną, niezależną sieć tramwajową, działającą nieprzerwanie od końca XIX wieku. Podobnym śladem idą Elbląg (ok. 110 tys. mieszkańców) czy Gorzów Wielkopolski (ok. 115 tys. mieszkańców), gdzie komunikacja szynowa od lat stanowi szkielet transportu miejskiego i jest konsekwentnie modernizowana.

Źródło: Muzeum Historii Kielc 

Dworzec autobusowy w Kielcach. Zdjęcia

 

ROLKI