Awantura zakończona morderstwem. Były policjant zabił teścia i uciekł na hulajnodze. "Tadeusz chronił córkę"

Rodzinna kłótnia przerodziła się w prawdziwą rzeź, gdy Joanna w strachu przed mężem uciekła do domu swoich rodziców. Wściekły Dariusz R. ruszył w pościg za żoną i brutalnie zaatakował teściów, którzy próbowali ją chronić. Napastnik wyjął nóż, zadając śmiertelne ciosy 80-letniemu panu Tadeuszowi, a następnie ciężko zranił 76-letnią panią Renatę. Po krwawej masakrze sprawca uciekł z posesji na hulajnodze elektrycznej, co zapoczątkowało szeroko zakrojoną obławę, trzymającą w strachu całą lokalną społeczność.

Województwem świętokrzyskim wstrząsnęła niewyobrażalna tragedia, która rozegrała się w piątek, 19 czerwca 2026 roku w miejscowości Mierzawa. Media obiegła tragiczna wiadomość o ataku nożownika, który brutalnie pozbawił życia 80-letniego mężczyznę, a jego 76-letnią żonę posłał do szpitala w stanie krytycznym. Ponieważ 49-letni Dariusz R. zbiegł z posesji na elektrycznej hulajnodze, służby natychmiast wydały publiczny komunikat, ostrzegając przed niebezpieczeństwem. Jak informowała na bieżąco starsza sierżant Sylwia Faryna z Komendy Powiatowej Policji w Jędrzejowie, do krwawego ataku doszło tuż po godzinie 16:00. Podejrzany wpadł w furię i zaatakował rodziców swojej żony, gdy ci stanęli w jej obronie podczas ostrej awantury małżeńskiej. Dariusz R. od samego początku miał wykazywać skrajną agresję. Mimo błyskawicznie podjętej reanimacji, życia 80-letniego Tadeusza nie zdołano uratować, a ciężko ranna pani Renata została przetransportowana do placówki medycznej. Pani Joanna ocalała wyłącznie dzięki zdecydowanej postawie swoich rodziców. Jej ojciec zapłacił za ten bohaterski czyn własnym życiem, ale na zawsze pozostanie w pamięci bliskich jako wybawca córki.

Trwała obława w całym województwie. Dariusz R. ukrywał się przed policją przez cztery dni

Od momentu ucieczki sprawcy rozpoczęła się zakrojona na szeroką skalę akcja poszukiwawcza. „Prowadzone są intensywne poszukiwania sprawcy, który zbiegł z miejsca zdarzenia” – przekazywała starsza sierżant Sylwia Faryna. W dalszej części swojej wypowiedzi policjantka zrelacjonowała: „Komendant powiatowy policji w Jędrzejowie ogłosił alarm dla wszystkich podległych funkcjonariuszy. Do działań poszukiwawczych zaangażowani zostali również mundurowi z oddziału prewencji policji w Kielcach oraz przewodnicy z psami służbowymi. Na miejscu zdarzenia trwają czynności procesowe wykonywane pod nadzorem prokuratora. Ustalamy dokładny przebieg oraz okoliczności zdarzenia, a także prowadzimy intensywne działania zmierzające do złapania sprawcy”.

Przeczesywanie okolicznych terenów odbywało się przy wykorzystaniu dodatkowych sił z kieleckich oddziałów prewencji i specjalistycznych psów tropiących. Lokalna społeczność paraliżował ogromny strach o własne życie, przez co wielu mieszkańców unikało opuszczania swoich domów. Z czasem do opinii publicznej zaczęły przenikać nowe informacje. Ujawniono, że poszukiwany mężczyzna to w rzeczywistości osoba świetnie znana w środowisku służb mundurowych. Fakt ten w rozmowie z Radiem Eska potwierdziła st. sierż. Sylwia Faryna z KPP w Jędrzejowie: „Muszę potwierdzić te informacje, to były funkcjonariusz policji”. Kiedy w końcu uzyskano zgodę na publikację wizerunku 49-latka, jego twarz błyskawicznie obiegła media, a Prokuratura Rejonowa w Jędrzejowie wydała za nim list gończy i sformułowała zarzuty zabójstwa oraz usiłowania zabójstwa. Sąd zatwierdził również tymczasowe aresztowanie zbiega. Opublikowany rysopis wskazywał, że mężczyzna ma około 180 centymetrów wzrostu, jest szatynem z krótkimi włosami, widocznymi zakolami i nie posiada tatuaży czy blizn. Ubrany był w jasnoniebieski t-shirt, ciemne dresy i sportowe buty, a uciekał na czarno-żółtej hulajnodze elektrycznej. Z obawy przed powrotem napastnika, jego 15-letni syn oraz żona otrzymali całodobową ochronę policyjną.

Okoliczni sąsiedzi w wywiadach z dziennikarzami wspominali, że małżeństwo od dawna borykało się z problemami, jednak nikt nie przypuszczał, że ich spory zakończą się tak makabrycznie. Śledczy skrupulatnie weryfikowali wszelkie doniesienia, przesłuchiwali kolejnych świadków i analizowali zebrany materiał dowodowy, ale nadrzędnym celem wciąż pozostawało pochwycenie zbiegłego mordercy.

Jeden z mieszkańców przekazał „Super Expressowi” szczegóły dotyczące życia rodziny. „Oni byli raczej skryci, Darek nie utrzymywał z sąsiadami bliższych kontaktów. Razem z żoną Asią wychowywali nastoletniego syna” – relacjonował mężczyzna, dodając: „On trzy lata temu przeszedł na emeryturę. Mieszkali niedaleko rodziców Joanny”. Fakt, że Dariusz R. opuścił szeregi policji w 2023 roku, sprawiał, że obława musiała być prowadzona z wyjątkową ostrożnością. Sprawca doskonale orientował się w policyjnych metodach operacyjnych, co mogło dać mu znaczną przewagę podczas ucieczki. W szczytowym momencie operacji poszukiwawczej zaangażowano ponad trzystu funkcjonariuszy, a także quady, drony, psy tropiące oraz śmigłowiec. Mundurowi apelowali o przekazywanie każdego detalu mogącego naprowadzić ich na trop i przypominali o surowych karach za pomoc w ukrywaniu mordercy. Z uwagi na specyfikę sprawy, błyskawicznie zaczęto porównywać zbiega do osławionego Jacka Jaworka z Borowców, obawiając się, że były policjant również zapadnie się pod ziemię na długi czas.

Sonda
Czy jesteś za karą śmierci?

Sprawa z Mierzawy przypominała tragedię w Borowcach. Dariusz R. budził grozę niczym Jacek Jaworek

Zarówno „Radio Eska”, jak i „Super Express” zauważały łudzące podobieństwa pomiędzy obiema tragediami, wskazując na narastające konflikty rodzinne, nagły wybuch gniewu skierowany w bliskich, ucieczkę tuż po dokonaniu zbrodni, trudne tereny leśne oraz gigantyczne zaangażowanie sił policyjnych, budzące strach wśród lokalnej społeczności. Istniały jednak kluczowe różnice. W przeciwieństwie do Jaworka, który był laikiem, Dariusz R. dysponował specjalistyczną wiedzą wyniesioną ze służby mundurowej. Z drugiej strony, w Borowcach morderca użył broni palnej, a zbrodnia w Mierzawie została dokonana przy użyciu noża. Sprawca z Mierzawy uciekał początkowo na hulajnodze, a nie pieszo, co na krótkim dystansie dało mu znaczną przewagę. Eksperci zwracali uwagę, że 49-latek nie posiadał już służbowej broni palnej ani aktualnego pozwolenia, co teoretycznie czyniło go mniej niebezpiecznym dla osób postronnych. Skala policyjnych działań szybko przyniosła ostateczne rozstrzygnięcie, rozwiewając obawy o wielomiesięczne poszukiwania.

Czterodniowa obława zakończyła się sukcesem w poniedziałek, 22 czerwca, w okolicach południa. Młodszy inspektor Kamil Tokarski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach potwierdził dziennikarzom „Super Expressu”: „Poszukiwany został zatrzymany w powiecie jędrzejowskim”. Reporterka gazety, Anita Leszaj, na własne oczy widziała finał akcji operacyjnej w sosnowym zagajniku w pobliżu domu sprawcy. Dziennikarka relacjonowała te chwile następująco: „W tym samym momencie pojechało tam kilkadziesiąt oznakowanych i nieoznakowanych policyjnych samochodów oraz karetka, w zagajniku sosnowym mogło już przebywać kilkudziesięciu policjantów, którzy zbiegli się tam z różnych stron. Wiedzieliśmy, że dzieje się tam coś ważnego. Faktycznie, po krótkiej chwili policjanci wyprowadzili poszukiwanego mężczyznę z rękami na głowie. Wszystko wydarzyło się błyskawicznie, dosłownie w ciągu kilku sekund. Nie miał sans na ucieczkę”. Zatrzymanie zbrodniarza przyniosło gigantyczną ulgę mieszkańcom Mierzawy.

Jeden z mieszkańców, pan Jerzy, nie krył swoich emocji w rozmowie z mediami: „Wreszcie możemy spać spokojnie. Baliśmy się, kto by się nie bał. Latał helikopter, drony, policjanci jeździli tu wszędzie na kładach. Wokół tyle lasów i pól, w których mógł się ukryć”. Mężczyzna podkreślał również swoje wcześniejsze obawy: „Niby mówili, że nie miał pozwolenia na broń, ale to przecież były policjant, mógł ją mieć i nikomu nie zgłosić”. Wraz z zatrzymaniem podejrzanego, śledczy przedstawili dokładniejszą rekonstrukcję piątkowych wydarzeń.

Brutalny atak Dariusza R. na starsze małżeństwo. Teść Tadeusz zginął chroniąc córkę

Z ustaleń prokuratury wynika, że w piątkowe popołudnie Dariusz R. wszczął agresywną awanturę z żoną. Przerażona zachowaniem męża, pani Joanna ratowała się ucieczką do pobliskiego domu swoich rodziców. Rozwścieczony 49-latek natychmiast ruszył za nią. Kobieta zdążyła schować się w jednym z pokoi, a drogę napastnikowi zagrodził jej ojciec. Furiat nie zamierzał się cofać. Wyciągnął nóż i zadał 80-letniemu teściowi aż dziewięć brutalnych ciosów, uderzając głównie w szyję, głowę oraz plecy, co doprowadziło do natychmiastowej śmierci ofiary. Agresor kilkukrotnie ugodził nożem także swoją 76-letnią teściową, panią Renatę. Ranna kobieta cudem przeżyła atak i obecnie w stabilnym stanie przebywa w jednym z krakowskich szpitali. Przerażona pani Joanna zawiadomiła służby ratunkowe w momencie, gdy zbrodniarz odjeżdżał z miejsca zdarzenia na swojej elektrycznej hulajnodze.

Społeczność z Mierzawy na łamach „Super Expressu” z głębokim żalem żegnała zamordowanego sąsiada. „Bardzo szkoda Tadeusza, to był poczciwy człowiek. Hydraulikiem był, pomagał ludziom jak go poprosili, nigdy nie odmawiał. Z sąsiadami dobrze żył. Fajna rodzina” – opowiadali mieszkańcy. Zgoła odmienne zdanie mieli na temat podejrzanego: „Raczej skryty, pochodził z sąsiedniej wsi. Wszyscy wiedzieli, że jest z żoną w konflikcie, nawet na ulicy potrafili się kłócić. Ona przed nim do rodziców uciekała”. Podobne opinie przewijały się w kuluarowych rozmowach byłych współpracowników ze służb, którzy oceniali 49-latka jako człowieka konfliktowego, notorycznie obwiniającego innych za własne niepowodzenia. „Super Express” donosił, że rodzina nie posiadała założonej niebieskiej karty, jednak prowadzący postępowanie prokurator oficjalnie potwierdził, że w małżeństwie od dłuższego czasu dochodziło do poważnych konfliktów, choć nie zgłaszano wcześniej aktów przemocy.

Bezpośrednio po zatrzymaniu sprawca trafił do prokuratury, gdzie został przesłuchany i usłyszał zarzuty. Organy ścigania zarzucają byłemu policjantowi dokonanie morderstwa teścia oraz próbę zamordowania teściowej.

Prokurator Tomasz Rurarz z Prokuratury Okręgowej w Kielcach poinformował o pierwszych czynnościach z udziałem podejrzanego: „Częściowo przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia, w formie oświadczenia. Jego treści nie ujawniamy. Kolejnym krokiem będzie skierowanie do Sądu Rejonowego w Jędrzejowie wniosku o utrzymanie tymczasowego aresztowania na kolejne miesiące”. Zgromadzone przez śledczych dowody są niezwykle obszerne, a brutalność tego ataku nie budzi absolutnie żadnych wątpliwości co do winy Dariusza R., który bez wahania podniósł rękę na staruszków broniących własnego dziecka.

Śledztwo jest w toku, a 49-letniemu mordercy grozi obecnie kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Gabrysia chciała od niego uciec, ale nie zdążyła. Dominik jej nie pozwolił | Pokój ZBRODNI