Droga z Wirginii w kieleckie bory
Złotoborowik wysmukły (Aureoboletus projectellus) to gatunek, który naturalnie porasta lasy iglaste Ameryki Północnej. Został po raz pierwszy opisany w 1938 roku przez amerykańskiego mykologa Williama Alphonso Murrilla na podstawie okazów zebranych w stanie Wirginia. Jak ten przybysz zza oceanu znalazł się w Górach Świętokrzyskich?
Do Europy trafił pod koniec lat 80. ubiegłego wieku, a jego pierwszym europejskim przyczółkiem była litewska Mierzeja Kurońska. W Polsce pierwsze oficjalne stanowiska odnotowano w latach 2011–2014 na Pomorzu. Od tamtego czasu grzyb rozprzestrzenia się z imponującą prędkością około 10–15 kilometrów rocznie.
Ostatnie sezony to czas jego dynamicznej ekspansji w głąb kraju. Fakt ten potwierdza Paweł Kosin z Nadleśnictwa Daleszyce:
Grzyb pochodzi z Ameryki Północnej, a do Europy trafił pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. W regionie świętokrzyskim jeszcze kilka lat temu właściwie nie mieliśmy doniesień o jego występowaniu. Teraz pojawia się coraz częściej.
Badania naukowe dr. Marcina Pietrasa z Instytutu Dendrologii PAN dowodzą, że dalsza ekspansja złotoborowika w Europie jest po prostu „nieunikniona”, a kluczowym czynnikiem sprzyjającym temu procesowi jest powszechna obecność jego roślinnego partnera – sosny zwyczajnej, z którą grzyb tworzy mikoryzę.
Jak wygląda przybysz zza oceanu?
Choć „Amerykanin” na pierwszy rzut oka łudząco przypomina naszego rodzimego borowika szlachetnego, to przy bliższym poznaniu ujawnia unikalne, wręcz ekscentryczne detale. Paweł Kosin tłumaczy różnice:
Grzyby te z reguły mają wydłużony, smukły trzon wpadający w odcienie złota. Kapelusz jest brązowy, jak u większości borowików, ale jego skórka wygląda tak, jakby była nieco za duża i lekko z niego zwisa – to od razu rzuca się w oczy.
Kapelusz o średnicy od 4 do 20 cm ma barwę od cynamonowej po ciemnobrązową, a jego powierzchnia jest zazwyczaj sucha i matowa. Trzon złotoborowika jest bardzo wysoki (od 7 do 15 cm), żółtawy lub brzoskwiniowy i pokryty charakterystycznymi, głębokimi pionowymi bruzdami, co upodabnia go bardziej do koźlarza niż borowika. Rurki pod kapeluszem są jaskrawożółte do żółto-zielonych, a różowawy miąższ nie sinieje po uszkodzeniu czy przekrojeniu.
Grzybiarze, którzy zbierali te grzyby w wilgotne dni, zwracają uwagę na jeszcze jedną cechę fizyczną. Opowiada Mateusz Kwiatek z grupy "Świętokrzyscy Grzybiarze":
W czasie zbierania dość duże i grube korzenie u podstawy ślimaczą się, to znaczy przy obieraniu z resztek paproci tudzież mchu, no sprawiają takie wrażenie, jakby się obierało maślaka. [...] lepią się w rękach. Dotychczas nie widziałem "Amerykanina" w naszych lasach, nie występowały w tych miejscach w których ja zbieram grzyby. Nie spodziewam się ich tutaj i to w takim natężeniu - mówi grzybiarz. Obawiam się trochę, że wyprą te rodzime gatunki, chociażby podgrzybka brunatnego - dodaje.
Kulinarny zachwyt i ekologiczny niepokój
Dla zbieraczy pojawienie się złotoborowika to prawdziwe eldorado. Grzyby te rosną bardzo obficie, często tworząc całe dywany. Mateusz Kwiatek podzielił się z nami swoim zaskoczeniem:
Rejon Nadleśnictwo Daleszyce, kierunek Łukawa. Dotychczas w miejscu tym spotykałem wyłącznie podgrzybki brunatne. Amerykańców się nie spodziewałem, i to pierwsze takie moje znalezisko. Miejsce charakteryzuje głównie piach i skromne poszycie.
Co istotne, złotoborowik wysmukły jest niezwykle ceniony w kuchni.
Jest to gatunek ceniony przez grzybiarzy, którzy lubią szybko i dużo nazbierać, bo gdy się pojawia, występuje w bardzo dużych ilościach. Ponadto ceniony jest za walory smakowe. Ci, co go jedli, zapewniają, że nie sposób go rozróżnić z prawdziwkiem. Dużym walorem „Amerykanina” jest to, że te grzyby są z reguły zazwyczaj są zdrowe – mówi Paweł Kosin. Grzyby te rzadko bywają robaczywe, a ich chrupka struktura sprawia, że świetnie nadają się do marynowania, suszenia czy przyrządzania sosów i zup.
Z drugiej strony, ekspansja obcego gatunku budzi uzasadnione obawy przyrodników i leśników, którzy widzą w nim konkurenta dla naszych rodzimych grzybów. Istnieje ryzyko, że złotoborowik wysmukły zacznie wypierać borowika szlachetnego oraz borowika sosnowego z ich naturalnych stanowisk, zakłócając równowagę całego leśnego ekosystemu.
Uspokajający jest jednak fakt, że złotoborowików wysmukłych należy się spodziewać w suchych sośninach i na wrzosowiskach, bo to właśnie z sosnami tworzą one mikoryzę. Z kolei rodzimych borowików świętokrzyscy grzybiarze szukają z reguły w jedlinach i buczynach. Istnieje więc spora szansa, że do bezpośredniego „konfliktu” i wypierania gatunków na tym terenie nie dojdzie. Jak potoczą się losy świętokrzyskiego przybysza zza oceanu? Odpowiedź na to pytanie przyniosą kolejne sezony grzybowe.
źródła: Autoreferat dr. Marcina Pietrasa pt. „Występowanie obcych gatunków grzybów niepatogenicznych należących do rzędu Boletales oraz Phallales", Ekologia.pl.
