Ostatnia nadzieja przed bankructwem. Rolnik z viralowej akcji znowu ogłasza samozbiory!

Dwa złote za kilogram papryki prosto z pola – rolnik spod Sandomierza po raz kolejny otwiera swoje gospodarstwo dla klientów. Mija rok od słynnej akcji, w której rozdał 60 ton warzyw, a sytuacja polskich gospodarzy wcale się nie poprawiła. „Dłużej tego nie pociągniemy” – alarmuje.

Maciej Siekiera znów otwiera samozbiory na swojej uprawie
Autor: W.W

Pamiętacie głośną akcję z jesieni ubiegłego roku, gdy do małych Gałkowic pod Sandomierzem zjechały setki samochodów z całej Polski? Maciej Siekiera z powodu głodowych stawek oferowanych przez pośredników podjął wtedy drastyczną decyzję – zaczął rozdawać warzywa za darmo, byle tylko nie zgniły na polu. W ciągu zaledwie dwóch dni z jego gospodarstwa wywieziono ponad 60 ton czerwonej papryki. Wydarzenie odbiło się szerokim echem w mediach w całym kraju, wywołując ogólnokrajową dyskusję o nieopłacalności produkcji rolnej.

Dziś historia zatacza koło. Choć od tamtych wydarzeń minął rok, dramat producentów żywności w regionie tylko się pogłębił. Gospodarz spod Sandomierza ponownie apeluje o wsparcie i organizuje akcję samozbiorów – tym razem za symboliczną opłatą, która ma pozwolić mu uchronić gospodarstwo

Przepaść między polem a sklepem. „Za takie ceny nie da się żyć”

Sytuacja finansowa w lokalnym rolnictwie jest krytyczna. Stawki, jakie pośrednicy i punkty skupu proponują gospodarzom, nie pokrywają nawet podstawowych kosztów nawozów, paliwa czy opłacenia pracowników sezonowych do zbioru. Co gorsza, problem dotyczy praktycznie każdego gatunku warzyw.

Wszystko jest w podobnej sytuacji jak papryka. Ziemniaki po 40 groszy, buraczki i marchewka po 70 groszy, cebula 60 groszy, ogórek 2 złote. Jak za takie ceny można dzisiaj żyć i utrzymać rodzinę? W punkcie skupu za kilogram papryki dają zaledwie 1,10 zł. Na giełdzie hurtowej to około 6 zł, a gdy idziemy do marketu, widzimy ceny od 12 do nawet 17 zł za kilogram – wylicza załamany rolnik.

To oznacza, że cena w sklepie jest nawet kilkanaście razy wyższa niż to, co trafia do kieszeni człowieka, który warzywo wyhodował. Problem drastycznego rozstrzału cenowego oraz zalewu rynku zagranicznym towarem trwa od miesięcy. Jak podkreślał pan Maciej już podczas ubiegłorocznej akcji, polscy producenci są systemowo wypychani przez niekontrolowany import:

– Słyszymy doniesienia, że mamy nadprodukcję, a z drugiej strony jest zwiększony import. To się ze sobą gryzie. Nasz towar wjeżdża na rynek i nie ma na niego popytu. Idąc do sklepu na przysłowiowy warzywniak, kupujemy parę kilogramów warzyw i płacimy 200–300 zł. A u rolnika za tę samą kwotę nieraz nie zmieścimy tego wszystkiego do bagażnika.

Polacy na „bakier” z warzywami i owocami? Badanie ujawnia sporą lukę w naszej diecie!

2 złote za kilogram. Samozbiór ostatnią deską ratunku

Dla gospodarstwa spod Sandomierza akcja samozbiorów po 2 złote za kilogram to absolutnie ostatnia próba ucieczki przed upadłością. Gdyby rolnik zdecydował się na tradycyjny zbiór i zawiezienie towaru do skupu, po opłaceniu rwaczy musiałby do całego interesu dopłacić.

Gdy klienci przyjeżdżają na pole bezpośrednio, z własnymi koszykami, skrzynkami i torbami, wygrywają obie strony: mieszkańcy kupują świeże, polskie warzywa najwyższej jakości za ułamek ceny rynkowej, a gospodarz odzyskuje chociaż część środków potrzebnych na spłatę bieżących zobowiązań i rachunków za prąd czy nawozy.

Dla mnie te samozbiory to już naprawdę ostatnia nadzieja przed bankructwem. Dłużej już niestety nie uda się tego pociągnąć, środki się wyczerpały – przyznaje wprost rolnik z Gałkowic.

Chętnych na tanie warzywa i gest solidarności z lokalnym producentem po raz kolejny nie brakuje. Akcja pokazuje jednak głęboki problem polskiego rolnictwa – brak ochrony rodzimego rynku, dominację pośredników oraz brak sprawiedliwego podziału marży między polem a sklepową półką.