Tajemnicze zniknięcie kapliczki w Kielcach wyjaśnione. To nie była kradzież!

2026-01-21 13:50

Mieszkańcy Kielc i Domaszowic mogą odetchnąć z ulgą. Zagadka tajemniczego zniknięcia przydrożnej kapliczki przy ulicy Sandomierskiej, która poruszyła lokalną społeczność 19 stycznia, została rozwiązana. Choć początkowo wszystko wskazywało na zuchwałą kradzież, finał sprawy okazał się zaskakujący.

Znikcięcie kapliczki w Kielcach

i

Autor: KMP Kielce/ Materiały prasowe

Alarm przy ulicy Sandomierskiej

W poniedziałek, 19 stycznia, do proboszcza parafii w Domaszowicach zgłosił się zaniepokojony parafianin. Zauważył on, że przy ulicy Sandomierskiej brakuje obiektu sakralnego, a drewniana belka, na której spoczywała kapliczka, została ścięta. Duchowny natychmiast udał się na miejsce i potwierdził te doniesienia, o czym niezwłocznie poinformowano kielecką policję.

Policja na tropie „złodzieja”

Funkcjonariusze z czwartego komisariatu policji w Kielcach rozpoczęli intensywne czynności. Sprawa wyglądała poważnie – ścięta belka sugerowała celowe działanie wandali lub złodziei. Informacja o rzekomej kradzieży błyskawicznie obiegła lokalne media, budząc oburzenie wśród wiernych i mieszkańców.

Kuriozalny finał poszukiwań

Przełom w sprawie nastąpił bardzo szybko. Policjanci dotarli do osób, które faktycznie zdemontowały obiekt. Okazało się, że za „zniknięciem” nie stoją przestępcy, lecz sam fundator kapliczki.

Mężczyzna wyjaśnił mundurowym, że kapliczka uległa uszkodzeniu i wymagała pilnej naprawy. Zabrał ją więc do renowacji, aby przywrócić jej dawny blask. Niestety, o swoich planach nie poinformował ani parafii, ani sąsiadów, co doprowadziło do sporego zamieszania i zaangażowania służb.

Kiedy kapliczka wróci na miejsce?

Fundator zapewnił, że po zakończeniu prac konserwatorskich obiekt sakralny wróci na swoje dawne miejsce przy ulicy Sandomierskiej. Cała sytuacja stała się przykładem na to, jak brak komunikacji może zamienić sąsiedzką troskę o zabytek w policyjne dochodzenie.