„Nie chciałem nic udowodnić nikomu, tylko sobie”
Mimo młodego wieku, Bartek do klatki wszedł z ogromnym bagażem doświadczeń. Przyznał, że przed samym startem towarzyszyła mu prawdziwa „bomba emocjonalna”. Nie walczył jednak dla poklasku – walczył o własne cele. „Przyszedłem tu po to, żeby spełnić swoje marzenie” – mówił tuż po triumfie.
Strach to tylko informacja
Kowalczyk otwarcie mówi o tym, co wielu twardzieli przemilcza: o lęku. „Boję się, normalnie czuję stres. Ale to oznacza, że mi zależy”. Dla niego każda walka to przede wszystkim pojedynek z własną głową.
Presja to przywilej
Dla 24-latka bycie w centrum uwagi to nie ciężar, a nagroda. „Presja to przywilej. Jesteśmy w nielicznej grupie, która może zaznać smaku zwycięstwa i smaku porażki”. Choć kibice widzą tylko 13 sekund chwały, Bartek przypomina o cieniu sukcesu: morderczych treningach i codziennych problemach, które nie znikają po wejściu do klatki.
Dziś Bartosz Kowalczyk udowadnia jedno: marzenia są na wyciągnięcie ręki, jeśli tylko masz odwagę po nie wyjść.