13 sekund do marzeń. 24-letni Bartosz Kowalczyk o nokaucie na FEN 61

2026-01-30 7:49

13 sekund – tyle potrzebował Bartosz Kowalczyk, by uciszyć rywala na gali FEN 61. Ale za błyskawicznym nokautem stoi długa walka z emocjami. W rozmowie z Weroniką Wawszczyk kielecki wojownik zdradza, co czuje 24-latek, gdy spełnia swoje największe sny.

Droga z Jędrzejowa na szczyt MMA. Kowalczyk: Marzenia nie mają limitów.

i

Autor: Weronika Wawszczyk

„Nie chciałem nic udowodnić nikomu, tylko sobie”

Mimo młodego wieku, Bartek do klatki wszedł z ogromnym bagażem doświadczeń. Przyznał, że przed samym startem towarzyszyła mu prawdziwa „bomba emocjonalna”. Nie walczył jednak dla poklasku – walczył o własne cele. „Przyszedłem tu po to, żeby spełnić swoje marzenie” – mówił tuż po triumfie.

Bartosz Kowalczyk: Marzenia są na wyciągnięcie ręki. Trzeba tylko umieć po nie sięgnąć.

Strach to tylko informacja

Kowalczyk otwarcie mówi o tym, co wielu twardzieli przemilcza: o lęku. „Boję się, normalnie czuję stres. Ale to oznacza, że mi zależy”. Dla niego każda walka to przede wszystkim pojedynek z własną głową.

Presja to przywilej

Dla 24-latka bycie w centrum uwagi to nie ciężar, a nagroda. „Presja to przywilej. Jesteśmy w nielicznej grupie, która może zaznać smaku zwycięstwa i smaku porażki”. Choć kibice widzą tylko 13 sekund chwały, Bartek przypomina o cieniu sukcesu: morderczych treningach i codziennych problemach, które nie znikają po wejściu do klatki.

Dziś Bartosz Kowalczyk udowadnia jedno: marzenia są na wyciągnięcie ręki, jeśli tylko masz odwagę po nie wyjść.