„Tak dziwnego roku nie pamiętam”. Grzybiarze ze Świętokrzyskiego zaskoczeni

Druga połowa września przynosi przynosi pierwsze, bardzo ostrożne sygnały o zmianie sytuacji w świętokrzyskich lasach. Choć po długotrwałej suszy w regionie wreszcie zanotowaliśmy opady i grzyby pomalutku zaczynają się pojawiać, to w świętokrzyskich lasach wciąż trudno mówić o wysypie . Sytuację dodatkowo skomplikowało wyraźne ochłodzenie, a niskie temperatury skutecznie spowalniają rozwój grzybni.

„Tak dziwnego roku nie pamiętam”. Co mówią grzybiarze z regionu?

W sieci rośnie liczba relacji mieszkańców i pasjonatów, którzy przemierzają świętokrzyskie leśnictwa w poszukiwaniu owocników. Ich opinie są jednomyślne – tegoroczny sezon zaskakuje nawet najbardziej doświadczonych zbieraczy.

Szwendam się po lasach już ponad 50 lat, ale tak dziwnego roku w lesie nie pamiętam. Połowa września, od wielu lat stuprocentowe borowikowe miejscówki świecą pustkami. Za to rydze coraz częściej pokazują się tam, gdzie ich nigdy nie było – relacjonuje jeden z grzybiarzy. Rydze najczęściej wybierają sąsiedztwo młodych sosen, co w tym roku okazuje się jedynym pewniejszym punktem na mapie.

Podobne obserwacje płyną z innych części województwa. W rejonie Starachowic czy Suchedniowa zebranie satysfakcjonującej ilości wymaga ogromnego trudu.

Wybrałem się dziś w okolice Suchedniowa. Niestety sucho w lesie i do wysypu daleko. Coś się udało znaleźć, ale na 150 km drogi niestety ilość niezadowalająca – pisze kolejny internauta. Z kolei zbieracz ze Starachowic krótko podsumowuje – Jak na tę porę straszna bieda, trzeba się nachodzić.

Pozytywne sygnały pojawiają się jednak lokalnie, m.in. w okolicach Zagnańska. – Popołudniowy wypad do lasu... Spacerkiem po lesie, w lesie różnie raz mokro, a w innym miejscu susza. Grzybki pomalutku wychodzą. Jeśli popada, to może coś pod koniec tygodnia ruszy i kosze będą pełne – zauważa grzybiarz z tamtych okolic.

Dlaczego deszcz nie wystarczy? Zrobiło się zbyt zimno

Lokalne opady przyniosły wprawdzie oczekiwaną wilgoć do przesuszonej ściółki, jednak na przeszkodzie stanął kolejny czynnik pogodowy – nagłe ochłodzenie. Eksperci Lasów Państwowych przypominają, że spadek temperatur może wyraźnie spowolnić rozwój owocników wielu gatunków.

Grzyby są owocnikami wyrastającymi z grzybni ukrytej w wierzchniej warstwie gleby, która żyje w ścisłej symbiozie z korzeniami drzew. Choć opady dają grzybni niezbędny impuls do rozwoju, zimne noce potrafią skutecznie wstrzymać tworzenie owocników. Większość znanych gatunków wykazuje dużą wrażliwość na spadki temperatur. Czas reakcji poszczególnych grzybów na opady jest bardzo zróżnicowany.

  • Maślaki i koźlarze – potrzebują zaledwie jednego dnia od deszczu, przy czym maślaki wybierają bory sosnowe, a koźlarze rosną głównie przy brzozach.
  • Kurki – wymagają od dwóch do pięciu dni i tworzą kolonie przy sosnach, świerkach oraz dębach.
  • Podgrzybki – pojawiają się po około sześciu dniach w lasach liściastych i iglastych.
  • Borowiki – potrzebują najwięcej czasu, bo tygodnia lub nawet więcej, szukając sąsiedztwa sosen i dębów.

Gdy do braków wilgoci dochodzą chłodne dni, proces ten ulega dalszemu wydłużeniu.

Czy warto iść do lasu bez koszyka?

Choć sytuacja grzybowa poprawia się niezwykle wolno, leśnicy zachęcają, by nie rezygnować z jesiennych spacerów. Leśnik Paweł Kosin z Nadleśnictwa Daleszyce zaznacza, że wyprawa do lasu ma przede wszystkim walory zdrowotne i rekreacyjne.– Nawet z kozikiem, a bez koszyka warto do tych lasów się przejść po to, żeby się trochę zrelaksować, bo las jest do tego idealną przestrzenią, nawet jeżeli grzybów nie ma – podkreśla Paweł Kosin.