To nie jest tylko opowieść o liczbach i słupkach w tabelach Excela. To historia o trzech miasteczkach – Łagowie, Bodzentynie i Koprzywnicy – które choć bogate w historię i zabytki, codziennie toczą nierówną walkę z widmem stagnacji i wyludnienia. Podczas gdy liderzy zamożności w regionie, jak Morawica, święcą triumfy, te trzy ośrodki muszą mierzyć się z etykietą "finansowego ogona".
Dwie twarze Świętokrzyskiego. Północ pławi się w zyskach, południe zaciska pasa
Polska lokalna pęka na pół, a województwo świętokrzyskie jest tego najlepszym przykładem. Z jednej strony mamy dynamicznie rozwijający się powiat kielecki, który w ogólnopolskim zestawieniu powiatów ziemskich zajął wysokie 12. miejsce. Z drugiej – w tym samym powiecie leżą gminy, które finansowo osunęły się niemal na samo dno.
Ranking Finansowy Samorządu Terytorialnego w Polsce 2025, przygotowany pod kierownictwem dr Małgorzaty Gałeckiej, jest bezlitosny. Zestawienie oparto na twardych danych Regionalnych Izb Obrachunkowych, analizując siedem kluczowych wskaźników, od dochodów własnych po wydatki inwestycyjne. To właśnie w tym dokumencie Łagów, Bodzentyn i Koprzywnica widnieją jako jednostki o najniższym wskaźniku syntetycznym w całym województwie.
Łagów. Od rzemieślniczego potentata do finansowego nokautu
Kiedyś Łagów był marką. Już w XV wieku Jan Długosz notował z podziwem, że w mieście działa aż 27 warsztatów garncarskich. To była potężna grupa zawodowa, prawdziwy klan rzemieślników, który budował dobrobyt miasteczka przez stulecia. Wykorzystywali unikalny surowiec – białą glinkę kaolinową, zwaną glinką porcelanową, której złoża znajdowały się tuż pod bokiem.
Historycy szacują, że sami biskupi włocławscy, będący właścicielami tych dóbr, zezwalali na wydobycie nawet 11 ton surowca rocznie. Z tej masy gliny łagowscy garncarze produkowali setki tysięcy naczyń: talerzy, półmisków, dwojaków i kropielniczek, które znajdowano później w Krakowie, Sandomierzu, a nawet we Wrocławiu. Garncarstwo było kołem zamachowym lokalnej gospodarki, dając godziwy zarobek i prestiż.
Dzisiejsza rzeczywistość Łagowa drastycznie odbiega od tych wspomnień. W kategorii gmin miejsko-wiejskich miasteczko zajęło 713. miejsce na 718 badanych jednostek w całej Polsce. Z indeksem syntetycznym na poziomie zaledwie 1,98 Łagów jest finansowym cieniem dawnej potęgi. Mimo że w 2018 roku miejscowość z wielką pompą odzyskała prawa miejskie, prestiżowy tytuł nie przyniósł ze sobą automatycznego napływu gotówki.
Problemy widać w każdym aspekcie życia. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto wynosi tu około 7 009 PLN, co stanowi zaledwie 81,2% średniej krajowej. Lokalny biznes to głównie mikro-przedsiębiorstwa zatrudniające do 9 osób – aż 198 na 203 zarejestrowane podmioty. Brak dużych inwestorów i przemysłu sprawia, że blisko 30% aktywnych zawodowo mieszkańców nadal utrzymuje się z rolnictwa, leśnictwa i łowiectwa.
i
Koprzywnica i Bodzentyn. Cysterskie opactwa kontra puste kasy
Tuż nad Łagowem w rankingu biedy plasują się Bodzentyn i Koprzywnica. Bodzentyn, z indeksem 2,01, zajął 712. miejsce w kraju, a Koprzywnica z wynikiem 2,11 – miejsce 710.. To miejsca o fascynującej historii, gdzie zabytki klasy zerowej sąsiadują z zamykającymi się sklepami spożywczymi.
Koprzywnica, znana z monumentalnego opactwa cysterskiego, od lat zmaga się z problemem niskich dochodów własnych. Historia rzemiosła i handlu, która kwitła tu w cieniu klasztornych murów, wyparowała wraz z upadkiem dawnych struktur gospodarczych. Podobny los spotkał Bodzentyn. To miasteczko, które za czasów biskupów krakowskich było ważnym ośrodkiem administracyjnym i handlowym, dziś walczy o przetrwanie w realiach, gdzie młodzi ludzie traktują je jedynie jako "sypialnię" lub punkt startowy do ucieczki.
Problem tych miejscowości jest wspólny: demograficzny drenaż. W samym Łagowie w latach 2018-2024 liczba mieszkańców zmalała o blisko 5 proc.. Saldo migracji jest ujemne – w ciągu jednego roku wymeldowało się niemal trzy razy więcej osób, niż zameldowało na stałe. Średni wiek mieszkańca to już 42 lata i ta liczba stale rośnie.
"Tu się tylko śpi"
Sytuacja społeczna w tych małych miastach jest napięta. Brak perspektyw zawodowych dla wykształconej kadry powoduje, że małe miasta w Polsce tracą swoje najważniejsze aktywo – kapitał ludzki. W Kijach, które wprawdzie są bogatszą gminą wiejską, badania ankietowe wykazały, że aż 64% mieszkańców uważa dostęp do miejsc pracy za "zły" lub "bardzo zły". W biedniejszych miasteczkach jak Koprzywnica czy Bodzentyn te nastroje są jeszcze bardziej minorowe.
Bieda w Polsce lokalnej ma twarz seniora, który z trudem wiąże koniec z końcem, oraz młodego człowieka, który pakuje walizki natychmiast po otrzymaniu świadectwa dojrzałości.
Czy turystyka to ostatnia deska ratunku?
Władze tych miejscowości z nadzieją patrzą w stronę turystyki. Łagów kusi Jaskinią Zbójecką, gdzie według legend miał mieszkać zbój Madej, oraz malowniczym wąwozem Dule. Rozwijają się obiekty B&B, jak choćby "Górski Ogród", a szlaki turystyczne prowadzące na Święty Krzyż przyciągają wędrowców.
Łagów, Koprzywnica i Bodzentyn stoją na rozdrożu. Czy uda im się wykorzystać fundusze europejskie na lata 2021-2027 i odwrócić negatywny trend?. Projekty typu "Smart Village", wdrażane w innych częściach regionu, dają cień nadziei na poprawę jakości usług publicznych i cyfryzację, która mogłaby przyciągnąć młodszych mieszkańców.
Zobacz Koprzywnicę na zdjęciach
