Miasto na siedmiu wzgórzach i jego ukryte oblicze
Tym wyjątkowym ośrodkiem na mapie województwa świętokrzyskiego jest Sandomierz, malowniczo usytuowany na siedmiu lessowych wzgórzach nad Wisłą, zyskując z tego powodu miano „małego Rzymu”. Jego historyczny zespół architektoniczno-krajobrazowy został w 2017 roku uznany decyzją prezydenta za pomnik historii. Choć z góry Sandomierz zachwyca harmonijnym, średniowiecznym układem urbanistycznym, renesansowym ratuszem i geometryczną siatką ulic, to jego prawdziwe drugie oblicze znajduje się bezpośrednio pod stopami przechodniów.
Specyfika tego miejsca ściśle wiąże się z budową geologiczną regionu. Sandomierz położony jest na wzgórzach zbudowanych z lessu – drobnej skały osadowej, której pokrywa w samym mieście sięga grubości aż 26 metrów. Suchy less jest skałą niezwykle zwartą i twardą, co w dawnych wiekach umożliwiało mieszkańcom łatwe drążenie głębokich komór przy użyciu prostych narzędzi, bez konieczności murowania skomplikowanych sklepień. Ta zaleta geologiczna stała się jednak w XX wieku bezpośrednią przyczyną katastrofalnego kryzysu. Less w kontakcie z wodą natychmiast traci bowiem swoją spoistość, rozpuszczając się i zamieniając w płynne błoto.
Podziemne magazyny sandomierskich kupców
Powstanie sandomierskich podziemi było bezpośrednim skutkiem złotego wieku handlu i gospodarczego rozkwitu miasta. Sandomierz, położony na skrzyżowaniu ważnych szlaków handlowych prowadzących na Ruś i Węgry oraz wzdłuż wodnego szlaku Wisły do Gdańska, cieszył się od 1286 roku bezwzględnym prawem składu, nadanym przez księcia Leszka Czarnego. Oznaczało to, że wszyscy przejeżdżający kupcy mieli obowiązek zatrzymywać się w mieście i wystawiać swoje towary na sprzedaż.
Ponieważ obszar Sandomierza zamknięty w pierścieniu murów obronnych charakteryzował się ciasną zabudową, bogacące się mieszczaństwo nie mogło budować rozległych składów naziemnych. Jedynym logicznym kierunkiem ekspansji stało się kopanie w głąb lessowego podłoża. Od XV do XVII wieku pod rynkiem i kamienicami zaczęły powstawać rozbudowane systemy piwnic i korytarzy, drążone na różnych głębokościach, sięgających od kilku do nawet 15 metrów.
W tych chłodnych, ciemnych wyrobiskach panowała stała temperatura, idealna do przechowywania towarów o ograniczonej trwałości. Magazynowano tam m.in. sól wielicką, węgierskie wina, śledzie, sukno, korzenie oraz zboże. Każda kamienica posiadała własne, często kilkupoziomowe podziemia, które z czasem zaczęto łączyć w skomplikowane korytarze. Kiedy w kolejnych wiekach Sandomierz zaczął tracić swoją strategiczną pozycję handlowe, wiele z tych piwnic opuszczono, zasypano gruzem lub po prostu o nich zapomniano.
Katastrofalne zapadliska i spektakularny upadek w głębinę
Przez stulecia podziemne korytarze nie sprawiały większych problemów. Prawdziwy kryzys nadszedł dopiero po II wojnie światowej, kiedy w Sandomierzu przeprowadzono modernizację sieci wodociągowej. Nieszczelne instalacje oraz brak odpowiedniego odprowadzania wód deszczowych doprowadziły do tego, że woda zaczęła masowo przenikać w głąb podłoża lessowego. Podmywany less zaczął drastycznie tracić stabilność, co natychmiast przełożyło się na osiadanie fundamentów kamienic, pękanie murów oraz groźne zapadliska na powierzchni rynku i przyległych ulic.
Punkt zwrotny, który uświadomił wszystkim powagę sytuacji, nastąpił w 1963 roku. Na sandomierskiej starówce doszło wówczas do zdarzenia, które mogło skończyć się tragicznie: nauczyciel miejscowego technikum, kupując rano gazetę w kiosku, nagle zapadł się pod ziemię razem z fragmentem chodnika na głębokość aż dziewięciu metrów. Kiosk z gazetami dosłownie zawisł nad ogromnym lejem, a poszkodowany mężczyzna miał niezwykłe szczęście – po kilku godzinach skomplikowanej akcji ratunkowej wydobyto go na powierzchnię całkowicie bez szwanku. To dramatyczne wydarzenie wymusiło na władzach podjęcie natychmiastowych kroków w celu ratowania zabytkowego miasta.
Górniczy ratunek dla sandomierskiej starówki
Do walki z katastrofą budowlaną wezwano najwybitniejszych specjalistów z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie pod kierunkiem profesora Feliksa Zalewskiego oraz profesora Zbigniewa Strzeleckiego. Opracowali oni specjalny program ratunkowy dla Sandomierza, a w 1964 roku do miasta sprowadzono doświadczonych górników z Przedsiębiorstwa Robót Górniczych w Bytomiu.
Zadanie, przed którym stanęli górnicy, było niezwykle niebezpieczne. Musieli oni dokładnie przebadać i zabezpieczyć setki niestabilnych, ciemnych pustek podziemnych. Prace trwały nieprzerwanie przez 13 lat, aż do 1977 roku. Wiele komór i korytarzy zlokalizowanych bezpośrednio pod ulicami i placami staromiejskimi, które stwarzały największe zagrożenie dla ruchu, zalano mieszaniną lessu i cementu. W najcenniejszych historycznie komorach pod kamienicami wykonano natomiast przemurowania, wzmocnienia ścian oraz zamontowano tradycyjne, drewniane i ceglane obudowy górnicze, które zabezpieczyły konstrukcje nadziemne.
Spacerem przez podziemne kondygnacje rynku
Efektem trzynastoletnich prac inżynieryjnych i górniczych było nie tylko uratowanie Sandomierza przed zawaleniem, ale również utworzenie Podziemnej Trasy Turystycznej, którą udostępniono zwiedzającym 10 grudnia 1977 roku. Trasa powstała poprzez połączenie zachowanych, autentycznych piwnic i składów kupieckich specjalnie przekopanymi łącznikami.
Trasa liczy obecnie 470 metrów długości i przebiega na zróżnicowanej głębokości sięgającej maksymalnie 12 metrów poniżej płyty rynku. Cały ciąg turystyczny prowadzi pod ośmioma kamienicami w zachodniej części rynku oraz pod ulicami Oleśnickich, Opatowską, Bartolona i płytą samego rynku. W grudniu 2007 roku podziemia zostały dodatkowo wydłużone o wyremontowane komory znajdujące się pod Kamienicą Oleśnickich.
Zwiedzanie lochów odbywa się wyłącznie z przewodnikiem w zorganizowanych grupach i trwa około 40–45 minut. Spacer ten pozwala poczuć surowy, chłodny klimat dawnych wieków – temperatura wewnątrz utrzymuje się stale na poziomie 10–12 stopni Celsjusza, a powietrze przesiąknięte jest zapachem wilgotnej ziemi. Wewnątrz 34 połączonych ze sobą komór, rozlokowanych na trzech kondygnacjach, turyści mogą podziwiać oryginalne, średniowieczne wątki ceglane, makiety dawnego Sandomierza, repliki broni oraz ekspozycje historyczne prezentujące dawne dębowe beczki na wino czy wagi handlowe. Każda z komór otrzymała swoją unikalną nazwę, jak choćby Sala Katowska, Korytarz Straceńców czy Chodnik Upadowy.
Między historyczną prawdą a legendą
Zejście w mrok sandomierskich podziemi to doskonałe tło do snucia opowieści o minionych wiekach. Najbardziej znaną z nich jest legenda o Halinie Krępiance, która ocaliła miasto przed najazdem tatarskim w XIII stuleciu. Według tej opowieści, podczas oblężenia grodu przez Tatarów w 1287 roku, Halina – córka kasztelana Piotra z Krępy – udała się podstępem do obozu wroga. Zaoferowała chanowi wprowadzenie jego wojsk do wnętrza Sandomierza tajemnymi korytarzami podziemnymi. Gdy cała horda weszła głęboko w ciemny labirynt, obrońcy miasta zasypali wejścia ziemią i głazami. Halina zginęła w mrokach lochów razem z wrogami, poświęcając własne życie za ocalenie współobywateli.
Z sandomierskimi podziemiami wiąże się także powszechnie powielany mit o tajemnych tunelach ciągnących się pod dnem Wisły aż do zamku w Baranowie Sandomierskim. Choć podanie to mocno przemawia do wyobraźni, to współczesna geologia i wiedza inżynieryjna jasno wskazują, że średniowieczni budowniczowie, dysponujący jedynie prostymi narzędziami, nie mieliby szans na stworzenie bezpiecznego tunelu pod szeroką rzeką w niestabilnym, podmokłym lessie.
Wyprawa w sandomierskie podziemia kończy się w miejscu zupełnie innym, niż się rozpoczęła. Po wejściu na trasę przez dziedziniec Kamienicy Oleśnickich (Rynek 10), turyści wychodzą na powierzchnię bezpośrednio obok zabytkowego ratusza na środku rynku. To przejście podziemnym miastem sprawia, że po ponownym ujrzeniu słońca sandomierska starówka jawi się w zupełnie nowym świetle – jako arcydzieło dawnej architektury trwale oparte na fundamentach ludzkiego geniuszu, odwagi i determinacji ratujących je inżynierów.
źródła: Wikipedia, Urząd Miejski w Sandomierzu, Meleksy Sandomierz.