Kielce chcą większych granic. Sąsiednie gminy mówią „nie”. „Nie kosztem naszych mieszkańców”

To na razie tylko koncepcja, ale już wywołała ogromne emocje. Pomysł poszerzenia granic Kielc spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem sąsiednich samorządów. Dziś w Miedzianej Górze przedstawiciele siedmiu gmin powiedzieli wprost: nie chcemy oddawać Kielcom naszych terenów. Wśród mieszkańców zdania są jednak podzielone.

Przedstawiciele siedmiu gmin protestujący przeciwko zmianie granic Kielc. O szczegółach przeczytasz na Eska Kielce.
Autor: Weronika Wawszczyk

Poszerzenie granic Kielc. Skąd ten pomysł?

Koncepcja poszerzenia granic administracyjnych Kielc wyszła z kieleckiej Rady Miasta. Jej inicjatorzy przekonują, że większe miasto mogłoby mieć większy potencjał gospodarczy, inwestycyjny i demograficzny. Chodzi między innymi o możliwość pozyskiwania inwestorów, rozwój terenów przeznaczonych pod zabudowę i zwiększenie liczby mieszkańców miasta.

Na razie nie ma jednak konkretnej mapy pokazującej, które tereny miałyby zostać przyłączone do Kielc. To dopiero początek dyskusji i analiz. Sam pomysł wystarczył jednak, żeby mocno poruszyć samorządy sąsiadujące z Kielcami. Ich przedstawiciele spotkali się dziś w Miedzianej Górze i jasno przedstawili swoje stanowisko.

Sąsiednie gminy mówią „nie”

W Miedzianej Górze spotkali się przedstawiciele siedmiu samorządów. Wspólnie sprzeciwiają się zmianie granic Kielc kosztem swoich gmin. Włodarze podkreślają, że przez lata inwestowali w drogi, szkoły, infrastrukturę i tereny inwestycyjne, a rozwój ich miejscowości przyciągał nowych mieszkańców.

Wójt Miedzianej Góry Damian Sławski przekonywał, że ewentualne odłączenie części gminy mogłoby oznaczać utratę mieszkańców, dochodów, majątku i terenów ważnych dla dalszego rozwoju.

- Problemów jednej gminy nie można rozwiązywać kosztem sąsiednich gmin.

Podobnie sprawę widzi burmistrz Morawicy Marian Buras. Jak mówił, mieszkańcy przez lata świadomie wybierali okoliczne gminy jako miejsce do życia, a samorządy rozwijały tam infrastrukturę. Jego zdaniem Kielce powinny najpierw wykorzystać tereny, które już znajdują się w granicach miasta.

- Ludzie tam się przeprowadzili, bo chcieli tam mieszkać.

„Kładzenie ręki na gotowe”

Mocno o pomyśle mówił również wójt Nowin Łukasz Gryń. Zwracał uwagę, że lokalne społeczności przez dziesięciolecia pracowały na rozwój swoich gmin. Jego zdaniem przejmowanie gotowych, rozwiniętych terenów nie jest rozwiązaniem problemów Kielc.

- To jest takie kładzenie ręki na gotowe.

Wójt Nowin przypominał również o wcześniejszych zmianach administracyjnych i przekonywał, że samo powiększenie granic nie musi automatycznie oznaczać rozwiązania problemów demograficznych czy finansowych miasta. Jego zdaniem Kielecki Obszar Funkcjonalny powinien być przede wszystkim przestrzenią współpracy, dzięki której wszystkie samorządy mogą korzystać z możliwości rozwoju i pozyskiwania pieniędzy.

Masłów, Daleszyce i Piekoszów też protestują

Stanowczo przeciwko oddawaniu terenów wypowiadał się także wójt Masłowa Tomasz Lato. Podkreślał, że gmina dynamicznie się rozwija, przybywa mieszkańców i wydawanych jest wiele pozwoleń na budowę. Jego zdaniem Masłów ma własną tożsamość i własne plany rozwoju, dlatego nie ma zgody na przejmowanie jego terenów przez Kielce.

Burmistrz Daleszyc Dariusz Meresiński zwracał z kolei uwagę na dobre relacje z Kielcami i prezydentką Agatą Wojdą. Jak mówił, zamiast tworzyć podziały, samorządy powinny skupić się na dalszej współpracy. Podkreślał też, że do Daleszyc przeprowadzają się mieszkańcy Kielc, co jego zdaniem pokazuje, że sąsiednie gminy również mają atrakcyjne warunki do życia.

Burmistrz Piekoszowa Teresa Jakubowska podkreślała natomiast, że jej gmina ma konkretne plany inwestycyjne. W rejonie Janowa mają powstawać nowe miejsca pracy, które mogą pomóc zatrzymać młodych mieszkańców i zapewnić gminie dodatkowe wpływy. Jej zdaniem problemów demograficznych Kielc nie powinno się rozwiązywać poprzez przejmowanie terenów sąsiednich samorządów.

„Aglomerację buduje się przez współpracę, nie przez aneksję”

Bardzo mocne stanowisko przedstawił burmistrz Chmielnika Paweł Wójcik. Jak mówił, wszystko zaczęło się od pomysłu dotyczącego około 300 hektarów z terenu gminy. Początkowo mogło się wydawać, że to tylko luźna propozycja, jednak kolejne wypowiedzi kieleckich radnych i konferencja prasowa sprawiły, że samorządowcy zaczęli traktować sprawę bardzo poważnie.

Wójcik zwracał uwagę, że problemu Kielc nie należy sprowadzać wyłącznie do liczby mieszkańców. Jego zdaniem trzeba przede wszystkim zastanowić się, dlaczego część osób wyprowadza się z miasta do okolicznych gmin.

- Problemem nie jest to, że w Kielcach ubywa mieszkańców, ale problemem jest dlaczego.

Burmistrz Chmielnika podkreślał jednocześnie, że silne Kielce są potrzebne całemu regionowi, ale rozwój miasta i okolicznych gmin powinien odbywać się wspólnie.

- Aglomerację buduje się przez współpracę, nie przez aneksję.

Co na to mieszkańcy? Zdania są podzielone

Choć samorządowcy mówią jednym głosem, mieszkańcy niekoniecznie patrzą na sprawę w taki sam sposób. W Miedzianej Górze pojawiły się opinie, że przyłączenie do Kielc mogłoby oznaczać większe możliwości rozwoju i dostęp do miejskiej infrastruktury. Są też jednak osoby, które nie widzą potrzeby zmiany granic i zdecydowanie nie chcą takiego rozwiązania.

Wśród mieszkańców pojawił się również głos, że obecny samorząd powinien bronić swojej gminy przed ewentualnym przejęciem terenów przez Kielce. Jedna z mieszkanek powiedziała wprost, że ma nadzieję, iż wójt będzie ich bronił.

To pokazuje, że przyszła dyskusja o granicach Kielc nie będzie dotyczyła wyłącznie władz samorządowych. Opinie mieszkańców mogą okazać się równie ważnym elementem całej sprawy.

Agata Wojda nie zamyka tematu

Do koncepcji poszerzenia Kielc odnosiła się już prezydentka Agata Wojda. Nie mówi „nie” możliwości zmiany granic miasta i deklaruje otwartość na analizę tematu oraz rozmowy z sąsiednimi samorządami. Jednocześnie nie popiera rozwiązania polegającego na siłowym przejmowaniu terenów.

Wojda wskazuje, że zanim zapadną jakiekolwiek decyzje, potrzebne są analizy dotyczące między innymi rozwoju miasta, terenów inwestycyjnych i konsekwencji ewentualnych zmian. Ważne mają być również rozmowy z mieszkańcami oraz sąsiednimi gminami.

Maciej Jakubczyk chce rozpoczęcia prac

Pomysł wyszedł z kieleckiej Rady Miasta. Przewodniczący Maciej Jakubczyk chce, żeby rozpoczęły się konkretne prace i analizy dotyczące możliwości powiększenia Kielc. W argumentacji pojawiają się między innymi kwestie demograficzne, gospodarcze i inwestycyjne.

Na tym etapie nie ma jednak konkretnej mapy nowych granic miasta. Nie wiadomo więc, jakie dokładnie tereny mogłyby być brane pod uwagę. To właśnie ta kwestia może być jednym z najbardziej emocjonujących elementów dalszej dyskusji, szczególnie że sąsiednie samorządy już zapowiadają sprzeciw wobec oddawania swoich terenów.

Czy granice Kielc rzeczywiście się zmienią?

Na razie nie ma takiej decyzji. Jest za to coraz większa dyskusja i zdecydowany sprzeciw sąsiednich gmin. Po jednej stronie są kieleccy radni, którzy chcą sprawdzić, czy powiększenie miasta mogłoby pomóc w jego dalszym rozwoju. Po drugiej – samorządy, które obawiają się utraty mieszkańców, dochodów i terenów potrzebnych im do własnych inwestycji.

Temat poszerzenia granic Kielc ma być dalej analizowany przez miejskich radnych. Na razie jedno jest pewne: koncepcja dopiero się pojawiła, a już wywołała poważny spór. Kielce chcą rozmawiać o większym mieście, sąsiednie gminy mówią „nie naszym kosztem”, a mieszkańcy pokazują, że opinie w tej sprawie wcale nie są jednoznaczne.

ROLKI