Słone pączki i diabeł na piecu: Odkrywamy zapomniane tradycje zapustne Kielecczyzny

2026-02-12 13:59

Karnawał w regionie świętokrzyskim nie przypominał dzisiejszych eleganckich balów. O tym, jak wyglądały ostatnie dni przed postem, opowiada Beata Ryń z Muzeum Wsi Kieleckiej, przybliżając nam świat, w którym pączki nie były słodkie, a zabawa kończyła się pod czujnym okiem „Kusego”.

folklor

i

Autor: Pixabay.com

Pączki, którymi można było nabić siniaka

Współczesny Tłusty Czwartek kojarzy nam się z puszystym ciastem i konfiturą. Jednak dawne pączki na kieleckiej wsi przygotowywano zupełnie inaczej – nadziewano je skwarkami, mięsem oraz słoniną. Co ciekawe, ówczesne ciasto było tak twarde, że w historycznych notatkach zachowały się wzmianki o pączkach, którymi można było nabić komuś siniaka pod okiem. Takie „sute, obfite i tłuste” jedzenie miało kluczowe znaczenie: należało najeść się na zapas, by przetrwać nadchodzące 40 dni rygorystycznego postu.

Magiczne tańce „na len” i „na konopie”

Ostatnie dni karnawału upływały pod znakiem hucznych zabaw, którym towarzyszyły tradycyjne tańce kieleckie. Do najbardziej charakterystycznych należały miedłosz, pniok oraz tańce na len i na konopie. Nie były to zwykłe pląsy – wierzono, że taniec ma moc sprawczą. Im wyżej tancerze skakali podczas zabawy, tym wyższy i lepszy miał wyrosnąć len w nadchodzącym roku.

Kusy Wtorek i diabeł pilnujący północy

Kulminacja świętowania przypadała na tzw. Kusy Wtorek, czyli ostatni wtorek przed Środą Popielcową. Zabawa była jednak obwarowana surową zasadą: musiała skończyć się punktualnie o północy. Według ludowych podań, na piecu zasiadał wtedy Kusy, który skrupulatnie odnotowywał każdą parę, która nie przerwała tańców na czas. Przeciągnięcie hulanek uznawano za wielki grzech, dlatego przed Środą Popielcową należało natychmiast przerwać wszelkie swawole.

Jak zrobić najlepsze kruche faworki? Oto przepis Beszamel.pl na Tłusty Czwartek

Radykalny początek Wielkiego Postu

Gdy wybijała północ, nastroje na kieleckiej wsi zmieniały się diametralnie. Gospodynie domowe z niezwykłą surowością dbały o to, by w domu nie pozostał żaden ślad po karnawałowej obfitości. Wyparzano garnki, aby nie ostała się w nich ani jedna kropla tłuszczu, a codzienne posiłki stawały się niezwykle skromne i pozbawione jakiejkolwiek omasty.

Duch pokuty był widoczny również w stroju i obyczajach. Kobiety chowały korale na dno skrzyń, a muzycy, by uniknąć pokusy grania, zrywali struny w instrumentach. Rozpoczynał się czas wielkiego wyciszenia i wyrzeczeń, który dziś pielęgnuje i przypomina Muzeum Wsi Kieleckiej.